Artykuły


DLACZEGO BARCELONA JEST ROMANTYCZNA?


Jeśli kogoś zapytamy jakie miasta kojarzą się jemu z pojęciem „romantyczne” to zapewne usłyszymy: Paryż! Rzym! Wenecja! - Barcelony raczej nikt nie wymieni. Też raczej nikt nie zasugeruje tego miasta jako kierunku na krótką podróż poślubną. A to duży błąd! Ponieważ to miasto magiczne i baaardzo romantyczne.


A dlaczego? Ma swój niepowtarzalny urok i klimat. Sąsiedztwo morza – kilometry szerokiej, piaszczystej plaży i promenada wzdłuż całego wybrzeża aż proszą się o długie spacery przy szumie fal. Wspaniała architektura Gaudiego prowokuje nawet tych, którzy twierdzą, że architektura ich nie interesuje, do odkrywania miasta i zachwytu nad fenomenem tego artysty. Na czele z Sagrada Familia – kościołem budowanym od ponad 100 lat według projektu Gaudiego, i każdy się zastanawia – co on w sobie takiego ma, że budują 100 lat i skończyć nie mogą? Dopiero jak się stanie przed tą świątynią i zobaczy jej ogrom i misternie wykonaną fasadę ze scenami biblijnymi, jak wejdzie się do środka i zobaczy jej jakże skomplikowane i ciekawe wnętrze, idealnie dopracowane witraże, przez które wpadające światło tworzy zupełnie inny klimat o każdej porze dnia – wtedy poczujemy niesamowitą magię tego miejsca i zrozumiemy ile pracy i czasu wymaga wykonanie tego dzieła. To ogromna rzeźba składająca się z setek milionów mniejszych rzeźb.


Dodatkowo na sąsiednim skwerku (niestety tłocznym – ze względu na liczne grupy wycieczkowe, jak i Barcelończyków, którzy chętnie się tutaj relaksują) możemy karmić kolorowe, miejskie papugi, które żyją tutaj w doskonałej komitywie z gołębiami 🙂 Pozostając w klimacie Gaudiego, to koniecznie trzeba odwiedzić Park Guell – również według projektu Gaudiego. Wygląda trochę bajecznie poprzez charakterystyczny u tego architekta brak linii prostych. Usiądźmy na najdłuższej i najsłynniejszej ławce świata – jest bardzo wygodna! Odpocznijmy, złapmy trochę słonecznych promieni i delektujmy się bajecznym widokiem Barcelony. Koniecznie zejdźmy później na dół do Sali Kolumnowej - żadna nie jest prosta, więc wrażenia ciekawe 🙂 A przed salą znów fenomenalna ławeczka – ta z kolei jest tak ułożona, że latem cały dzień jest w cieniu, zimą natomiast jest cała wystawiona na ekspozycję słoneczną. Takie oto cuda to tylko projektu Gaudiego!


Potem zawędrujmy do „centrum” Barcelony, a dokładnie na La Ramblę, czyli jedną z najsłynniejszych ulic Europy. To tutaj bije serce Barcelony. Przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. W cieniu platanów przespacerujemy się tą ulicą (jedynie ponad 3 km – ale co to jest w towarzystwie ukochanej osoby) od Place de Catalunya z okazałymi fontannami, aż do samego morza. Można jeszcze dalej 🙂 przejść kładką przy porcie jachtowym – pooglądać te cumujące tam cudeńka, a następnie wybrać się do Oceanarium (ciekawa atrakcja nie tylko dla dzieci). Jeśli mamy czas i ochotę to za 16 Euro możemy podziwiać port z góry, z kolejki linowej – która przejeżdża nad barcelońskim portem – widoki, jak to w Barcelonie – cudne!


Spacerując sobie La Ramblą warto czasami zboczyć z prostego kursu i skręcić w boczne uliczki, żeby na chwilkę zerknąć do dzielnicy gotyckiej i odwiedzić katedrę Św. Eulalii (do godziny 13.00 wstęp jest bezpłatny, po 13.00 - 7 Eur/os), warto wstąpić na Placa Reial, gdzie poczujemy się nie jak w Barcelonie, a jak w … Havanie! Jeśli pokochaliście już Gaudiego, to praktycznie po przeciwnej stronie La Rambli czeka Palace Guell, czyli okazała rezydencja radnego Barcelony, którą zaprojektował Gaudi i która miała odzwierciedlać bogactwo właścicieli. Dodatkowo na północny zachód od Placa de Catalunya znajdziemy jeszcze dwie słynne kamienice zaprojektowane przez Gaudiego – Casa Batllo i Casa Mila, jedna biała, a druga kolorowa, oczywiście bez prostych linii i w kontraście do sąsiednich, tradycyjnych kamienic robią niesamowite wrażenie.


Ruszamy na kolejny spacer – tym razem wzgórze Montjuic. Możemy się tutaj wdrapać samodzielnie, wjechać kolejką zębatą i linową, albo autobusem miejskim na samą górę. Na szczycie znajduje się cytadela – dla fanów militariów na pewno ciekawa, dla innych niekoniecznie. Ja proponuję inne atrakcje: najpierw zobaczmy znów piękny widok na morze i port w Barcelonie (stąd świetnie widać port towarowy i łączący się z nim port lotniczy Barcelona El Prat - najpierw cargo, dalej pasażerski) – taki prosty element, zdecydowanie ułatwiający transport wszelakich towarów. Jak już popodziwiamy widoki i pracę portu to ruszamy w drogę – będzie przyjemnie – bo schodzimy w dół 🙂 Po drodze wejdźmy do Ogrodu Botanicznego z wieloma gatunkami roślin rodzimych jak i egzotycznych; dalej zajrzyjmy do Parku Olimpijskiego gdzie w całkiem dobrym stanie zachowane są obiekty, na których w 1992 roku odbywała się Olimpiada.


Idąc dalej docieramy pod monumentalny Palau Nacional i tutaj warto przysiąść na schodach z pięknym widokiem na „Aleję Fontann” i Placa Espanya. Po zmroku od czwartku do niedzieli odbywają się tutaj pokazy kolorowych, tańczących fontann


Na zakończenie naszych spacerów po Barcelonie zachęcam do odwiedzenia jeszcze jednego miejsca – może niekoniecznie bardzo romantycznego, ale dla fanów piłki nożnej to punkt obowiązkowy wizyty w Barcelonie! Mowa o Camp Nou, czyli stadionie FC Barcelona. Moim zdaniem nawet na osobach średnio zainteresowanych te dyscypliną sportu robi duże wrażenie ten stadion. A jeszcze większe muzeum FC Barcelona, gdzie zgromadzone są wszystkie trofea – łącznie ze złotymi piłkami i butami Messiego, a także nagrody w innych dziedzinach sportu, zdobyte przez drużyny Barcelony (koszykówka, hokej, czy tez piłka nożna kobiet). Można się dowiedzieć tam wielu ciekawych rzeczy, a przecież uszczęśliwienie Naszej Drugiej Połówki też jest miłe!


INFORMACJE PRAKTYCZNE: KIEDY JECHAĆ: generalnie można przez cały rok, jednak najbardziej polecam okres od II połowy września do końca maja; wtedy jest mniej ludzi niż stricte w wakacje i temperatury przyjazne do zwiedzania miasta – w 40 stopniowym upale chodzenie po mieście to koszmar! GDZIE SPAĆ: Barcelona oferuje bogatą gamę miejsc noclegowych od wieloosobowych sal w hostelach po luksusowe hotele na redzie (jak w Dubaju). Skoro to ma być romantyczny wyjazd na zwiedzanie Barcelony to proponuję hotele 3***-4**** w miarę w centrum Barcelony. Będzie to dobra lokalizacja, aby w niektóre miejsca dojść od razu na piechotę i standard bardzo dobry, aby się zrelaksować. Radzę od razu wykupić pobyt ze śniadaniami, bo jak zaspani mamy szukać sklepu z bułkami to jakoś romantyzm ulatuje. A jeśli nastawiamy się na zwiedzanie i na śniadaniu zjawimy się dość wcześnie, to spora szansa, że będziemy mieć znikome towarzystwo – Hiszpanie nie wstają skoro świt GDZIE JEŚĆ: Barcelona pod tym względem totalnie mnie zaskoczyła. Zupełnie nie sprawdza się tutaj zasada wielu podróżników – jeść jak najdalej miejsc, gdzie są tłumy turystów. W Barcelonie wręcz odwrotnie: przy La Rambli czy w okolicach Sagrady Familii zjemy dobry obiad za bardzo przystępną cenę (ok 12-14 Euro), a restaurację z hiszpańskimi tapas w formie bufetu znajdziemy już za 15 Euro za osobę. Tutaj czym dalej od centrum i czym więcej miejscowych się w danym lokalu stołuje, to ceny są wyższe! JAK SIĘ PORUSZAĆ: zdecydowanie komunikacją miejską; mamy do wyboru 3 środki: metro (najszybciej – tylko nie możemy podziwiać miasta), tramwaje (kursują tylko po obrzeżach Barcelony) lub autobusy (musimy liczyć się ze staniem w korkach, ale za to możemy oglądać miasto zza szyb autobusu). Najlepiej zakupić kartę kilkudniową BarcelonaCard gdzie mamy nielimitowane przejazdy wszelakimi środkami komunikacji miejskiej (koszt karty 2-dniowej to 18 Euro, 3-dniowej to 45 Euro). Oprócz nielimitowanych przejazdów karta zapewnia nam zniżki do wielu atrakcji turystycznych (czym dłużej ważna i jednocześnie droższa, tym zniżki wyższe i do większej ilości miejsc), a karty 3-dniowe i dłuższe dodatkowo gwarantują nam wejście do muzeów bez kolejek (w lipcu i sierpniu to opcja wręcz konieczna!) JĘZYK: niby jesteśmy w Hiszpanii i powinien być to hiszpański, ale Barcelona to przede wszystkim Katalonia, i Barcelończycy czują się Katalończykami! Na każdym kroku to podkreślają i językiem przodującym jest kataloński – np. komunikaty na stacjach metra są najpierw mówione w tym języku, potem w hiszpańskim. Ale spokojnie – wszędzie dogadamy się po angielsku 🙂 To kto chętny na wyprawę do Barcelony?






NASZE RENDEZ VOUS


Wspólne spędzanie czasu jest absolutną podstawą każdej relacji. Kiedy jesteśmy razem możemy poznać się bliżej i doświadczyć razem nowych rzeczy, przez co budujemy, pogłębiamy naszą intymność (kluczowy dla zadowolenia ze związku składnik miłości). Dziesiątki, setki czy już tysiące godzin dzielonych z Drugą Połówką sprawiają, że czasem pewnie nie macie pomysłu na kolejne rendez vous. A przecież randka, także ta narzeczeńska czy małżeńska, to czas szalenie ważny dla związku! Bez rozmów tworzących atmosferę bliskości oraz czasu spędzonego tylko we dwoje nie sposób stworzyć satysfakcjonującego związku. Zatem odpowiedzmy sobie na pytanie „jak ma wyglądać Nasza kolejna randka?”, czyli jak dobrze oraz przyjemnie spędzić ten wspólny czas?
W zależności od Waszych upodobań osobistych, uzdolnień i doświadczeń zapewne przychodzą Wam początkowo do głowy różne odpowiedzi. Kinomaniak będzie przekonany, iż najlepszy sposobów na spędzenie wieczoru we dwoje to oglądanie filmu: czy to siedząc w zaciszu domowym na własnej kanapie, czy też w ulubionym kinie. Z kolei osoba uwielbiająca aktywne spędzanie czasu wolnego najpewniej będzie przekonana, iż Partner będzie chętnie towarzyszył jej raz na basenie, innym razem na ściance wspinaczkowej czy podczas górskiej wędrówki.
Oczywiście, naturalnie skłaniamy się ku wybieraniu takich aktywności randkowych, które wynikają lub choćby wiążą się z naszymi zainteresowaniami. Po części dlatego, że ulegamy złudzeniu większego niż rzeczywiste podobieństwa między własną a Ukochaną Osobą. Owo podobieństwo, w pewnych obszarach, jest dla nas atrakcyjne i gratyfikujące. Co więcej, jeśli On lub Ona nie potrafi asertywnie odmówić naszej propozycji, z łatwością możemy przyjąć błędne założenie, iż mamy zbieżne oczekiwania co do kształtu wspólnych randek. Poza tym, mając ograniczoną ilość wolnego czasu chcemy po prostu spędzić go tak, jak lubimy my sami – zwyczajnie dbając o zaspokojenie własnych potrzeb i pragnień w tym względzie.
W dobie globalnej wioski nietrudno znaleźć wiele pomysłów na udany wieczór we dwoje. Samo hasło „pomysł na randkę” daje nam ponad 600 tysięcy wyników, a każdy z nich zawiera średnio kilkanaście do kilkudziesięciu mniej lub bardziej kreatywnych propozycji dla randkowiczów. Zapewne jakaś część z nich przypadnie do gustu Tobie albo Twojej Drugiej Połówce, jednak jest kilka zasad, które sprawią, iż korzystanie w własnych bądź cudzych rozwiązań da Wam jeszcze więcej satysfakcji! Oto one:

1. Ważna jest częstotliwość. Jeśli brakuje Wam czasu na kilka randek w tygodniu, wybierzcie jeden dogodny termin i wykorzystacie go w pełni. Starajcie się nie pomijać w Waszych planach tego czasu sam na sam, ponieważ jedno rendez vous w tygodniu to zupełne minimum, aby Wasz związek był w dobrej kondycji.

2. Celebrujcie te wspólne chwile. Cieszcie się swoją randką zanim przyjdzie jej czas: dużo radości przyniesie Wam samo myślenie o zbliżającym się wieczorze, oczekiwanie na niego. A kiedy nadejdzie jego czas odetnijcie się mentalnie od tego, co wydarzyło się danego dnia, od snucia planów: skupcie się na byciu tu i teraz, na świętowaniu czasu z Ukochaną Osobą.

3. Zadbajcie o budżet. Być może macie już nawyk dzielenia dochodów, tak aby mieć pieniądze odłożone na zaspokojenie różnych potrzeb. Jeśli nie, to polecam Wam stworzenie konta z funduszami, które przeznaczycie na spędzanie czasu we dwoje. Jeżeli macie taką możliwość, odłóżcie w każdym miesiącu 10% dochodów na realizacje Waszych potrzeb rozrywkowych, czyli m.in. randkowych.

4. Podzielcie się tym zadaniem. Przygotowanie ekscytującego czasu we dwoje wymaga czasu, pomysłu i – czasem również – przygotowań. Sprawdzonym rozwiązaniem jest umówienie się z Drugą Połówką, iż każde z Was raz na dwa tygodnie zaplanuje Wasze rendez vous. Dzięki temu będziecie mogli nawzajem sprawiać sobie niespodzianki i na pewno zdążycie dwa razy w miesiącu znaleźć nowy sposób na podniesienie poziomu pozytywnych emocji w związku.

5. Zaplanuj randkę o jakiej On/Ona marzy! Istotą miłości jest podarowanie siebie – swojego czasu i obecności – drugiej osobie oraz dbanie o jej dobro. Jak lepiej pokazać Partnerowi, że go kochamy? Planując randkę, podczas której będziecie robić to, co sprawia Jemu/Jej przyjemność, a co niekoniecznie leży w kręgu Twoich zainteresowań. Spędzając czas w ulubiony przez Ukochaną Osobę (choć niekoniecznie preferowany przez Ciebie) sposób, pokażesz jej jak bardzo jest dla Ciebie ważna. Uwaga: ta wskazówka przyniesie świetne rezultaty, jednak jedynie wtedy, gdy zrobisz to ze szczerymi chęciami uszczęśliwienia Partnera i nie będziesz odgrywał roli męczennika (ofiary).

6. Zróbcie razem coś nowego. Przyczyną niezadowolenia oraz problemów między partnerami są nie tylko nieporozumienia, ale także zwykła nuda i rutyna. To jak, kiedy ostatni raz robiliście razem coś po raz pierwszy?

Tak jak nasze ciało, aby mogło zdrowo funkcjonować, potrzebuje odpowiedniego pokarmu, tak również związek miłosny wymaga dobrego czasu sam na sam. Dłuższy staż Waszego związku wcale nie musi wiązać się z rzadkimi, rutynowymi randkami. Zostawcie pracę czy własne przyjemności, przełóżcie spotkania z rodziną czy przyjaciółmi na inne dni. Zacznijcie na nowo cieszyć się sobą i życiem we dwoje obdarowując się na randkach tym, co jest najważniejsze: Waszym czasem, uwagą oraz dbałością o potrzeby Partnera.

Pomyśl już dziś o jakich aktywnościach mówiła z radością czy ekscytacją Twoja Druga Połówka – to dla Ciebie świetna wskazówka! A może kiedyś Ukochana Osoba wspominała nieśmiało, że pragnęła spróbować pewnych działań, ale do tej pory nie miała odwagi – dodaj jej otuchy i zaproponuj wspólne eksperymentowanie. Zapisz te i inne pomysły randkowe, które mogą uszczęśliwić Ją/Jego, a potem zacznij je po kolei urzeczywistniać.
Do dzieła, będzie pięknie!

P.S. Ludzie marzą o zbudowaniu satysfakcjonującego związku miłosnego. Prędzej czy późnej, będąc już w relacji, zdają sobie sprawę, że jest to zadanie niełatwe. Dlatego warto – zwłaszcza na początku znajomości - dobrze poznać siebie, Partnera, specyfikę Waszego funkcjonowania jako kobiety i mężczyzny oraz rozwinąć umiejętności kluczowe dla szczęścia w relacji. W dalszym ciągu możecie zapisać się na warsztaty rozwojowe, które pomogą Wam zwiększyć satysfakcję z życia we dwoje. Po więcej informacji zajrzyj, proszę, do zakładki „Oferta”.

Autor
Agnieszka Michalak




NAJLEPSZE HOTELE NA PODRÓŻ POŚLUBNĄ


Niedawno, bo pod koniec sierpnia, ukazała się nowa lista 25 najlepszych hoteli na świecie portalu TripAdvisor. Lista jest o tyle ciekawa, że to nie jakieś dostojne jury wybrało te hotele, według określonych kryteriów, tylko tak naprawdę listę tę stworzyli turyści, którzy oceniali hotele w których byli. Jeśli jeszcze nie spotkaliście się z TripAdvisorem, to serdecznie polecam ten portal, bo poza opiniami o hotelach, można tam znaleźć informacje o najpopularniejszych kurortach, dobrych restauracjach w danym miejscu, czy też o atrakcjach turystycznych w każdym zakątku świata. A wszystko to ocenione przez turystów, z ich uwagami i spostrzeżeniami. Osobiście, szczerze polecam czytanie głównie opinii turystów z Europy Zachodniej, nie do końca przejmowałabym się komentarzami naszych rodaków, bo mam jakieś dziwne wrażenie, że im to często nie można dogodzić (np. kupują wyjazd za nienaturalnie niską cenę, a oczekują hotelu ociekającego złotem – więc mając takie oczekiwania, trudno napisać obiektywną opinię).
A wracając do naszego zestawienia hoteli, to jest ono ciekawe, dlatego że nie znalazły się tutaj tylko hotele 5***** czy nawet 6******, ale także obiekty o mniejszej ilości „gwiazdek”, czy nawet takie, które nie są skategoryzowane. Jaki z tego wniosek? Nie zawsze „gwiazdki” muszą być synonimem udanych wakacji. Nie będziemy się raczej dobrze czuć na wakacjach w hotelu 6******, gdzie wszystko będzie sterylne jak w szpitalu, strach będzie cokolwiek dotknąć aby nie zepsuć, a obsługa będzie niemiła i będzie wyglądała jakby „pracowała za karę”. Przecież na urlopie ma być miło, sympatycznie, wiadomo, że dobry hotel utrzymuje pewne standardy i dba o czystość, ale nie możemy się tam czuć jak w muzeum. Dlatego tez hotele najlepiej oceniane przez gości, to niekoniecznie duże molochy, gdzie jesteśmy anonimowym kolejnym „paxem”, tylko bardziej kameralne obiekty, oferujące najczęściej od 30 do 50 pokoi lub innych jednostek mieszkalnych. Taki układ sprawia, że hotel idzie na jakość, a nie ilość, gość czuje się bardziej „zaopiekowany” i zadbany, co jak widać, goście doceniają bardziej niż dostępność 10 różnych restauracji w opcji all inclusive.
Z racji, że nasza lista, ma rekomendować najlepsze hotele na podróż poślubną, to wybrałam dla Was z rankingu TripAdvisora hotele nadmorskie, bo przecież podróż poślubna, ma być romantyczna. A czy jest coś romantyczniejszego niż wspólny spacer zakochanych po pięknej plaży o zachodzie słońca?
Wszystkie te hotele znajdują się w pięknych miejscach, w pobliżu rajskich plaż i turkusowego morza. I wbrew pozorom nie są to tylko hotele w odległych zakątkach globu, na bezludnych wyspach, ale na liście znalazły się też hotele z Europy.

Najwyższe miejsce na naszej liście wśród hoteli nadmorskich zdobył Bellevue Syrene, położony we Włoszech, w miasteczku Sorrento, z bajecznym widokiem na Zatokę Neaopiltańską. Hotel mieści się w odrestaurowanej XVIII-wiecznej willi, na klifie nad samym morzem. Restauracja hotelowa serwuje znakomite dania kuchni regionalnej, a w hotelowym barze odbywają się wieczorami koncerty muzyki fortepianowej na żywo.





Kolejnym europejskim hotelem, który znalazł się na tej liście jest obiekt położony na greckim Półwyspie Chalkidiki, a mianowicie Hotel Achtis. Jest on położony na wzgórzu, w nieznacznej odległości od plaży, z widokiem na Zatokę Kasandryjską. Hotel jest bardzo kameralny, a jego urokliwa restauracja jest idealnym miejsce na romantyczną kolację we dwoje.





Teraz już opuszczamy Europę i udajemy się na Malediwy, bardzo popularny kierunek podróży poślubnych. Tutaj czeka Mirihi Island Resort, oferujący gościom luksusowe drewniane wille na palach w morzu, z bezpośrednim dostępem do krystalicznej wody z piękną rafą koralową, a hotelowa restauracja Muraka oferuje codziennie świeże owoce morza.





Kolejnym hotelem polecanym przez turystów jest Tokoriki Island Resort na egzotycznym Fidżi. Resort ma swoją prywatną plażę, na którą wychodzi się bezpośrednio z willi. Wille wyposażone są w ciekawe udogodnienia, jak np. prysznic na świeżym powietrzu, hamak przy plaży czy tez sofy na tarasie.




Następny hotel w naszym zestawieniu to Baraza Resort & Spa na Zanzibarze. Jednostki mieszkalne tego resortu to wille, a każda z nich posiada prywatny basen. Natomiast restauracja Livingstone Terrace serwuje śniadania na świeżym powietrzu.





I przedostatni hotel wśród moich typów to Bucuti & Tara Boutique Beach Resort na Arubie, wchodzącej w skład Małych Atyli. Hotel jest przede wszystkim polecany osobom, którzy chcą odpocząć od dziecięcego pisku. Tutaj na pewno tego nie doświadczymy, gdyż obiekt przyjmuje tylko dorosłych gości. Hotel znajduje się bezpośrednio przy plaży z drobnym, białym piaskiem, na której w wybrane wieczory organizuje kino pod gwiazdami. Ponadto w uroczych altankach w hotelowym ogrodzie, można zamówić romantyczną kolacje we dwoje.





A ostatni hotel w naszym nadmorskim zestawieniu, jest nie lada gratką dla miłośników wypoczynku nad morzem, ale niekoniecznie w ciepłym klimacie. The Singular Patagonia Hotel, bo o nim mowa, znajduje się wśród chilijskich fiordów. W pokojach ściana zewnętrzna jest całkowicie przeszklona, dzięki czemu roztacza się za oknami przepiękny krajobraz fiordów. Również z hotelowego wellness podziwiać można widok na okolicę.





Ponadto, goście wszystkich tych opisanych hoteli zaznaczyli, że w tych obiektach jest doskonała relacja ceny do jakości oferowanych usług!

Patrząc na te rajskie widoki można się rozmarzyć....


* zdjęcia pochodzą z oficjalnych stron hoteli, o których mowa w artykule




MIŁOŚĆ I JEJ IMITACJE


Każdy z nas chce kochać i być kochanym. Przecież miłość to jedna z niezbędnych, podstawowych psychicznych potrzeb człowieka. Jest siłą, która pomaga nam zdrowo rozwijać się, realizować wyznaczane cele i – oczywiście – sprawia, że czujemy się radośni, szczęśliwi. Napisano o niej tysiące książek, nagrano niezliczoną ilość piosenek i filmów, mówiono wręcz nieskończenie wiele słów... Wydawałoby się rzeczą oczywistą, iż wszyscy ludzie potrafią kochać, ale czy tak jest naprawdę? Przychodząc na świat umiemy niewiele, choć wystarczająco dużo, aby będąc pod opieką rodzica żyć i rozwijać się. Właśnie jakość tej pierwszej, znaczącej relacji dziecko-opiekun w dużym stopniu wpływa na kształt innych relacji, jakie zawieramy w wieku dziecięcym, nastoletnim czy już jako osoba dorosła. Wraz z biegiem lat - rozwojem intelektualnym, społecznym oraz w związku z gromadzeniem osobistych doświadczeń - w młodym człowieku zaczynają się kształtować kolejne czynniki istotnie wpływające na umiejętność kochania: są to wzorce relacji między najbliższymi Ci osobami (jak również między nimi a innymi ludźmi) oraz Twoje poczucie własnej wartości. Sposób, w jaki oceniasz siebie samego, ma kluczowe znaczenie dla jakości relacji międzyludzkich w jakich się znajdowałeś bądź znajdujesz. Jeśli Twoja samoocena jest zaniżona, to znaczy, że w nie potrafisz tak naprawdę kochać siebie, że za mało dbasz o siebie. Skoro nie ma w Tobie miłości tej najbardziej fundamentalnej – do siebie samego – nie jesteś w stanie obdarzyć nią inne osoby. Oczywiście, zapewne jesteś z kimś związany emocjonalnie: z kimś chodzisz/jesteś zaręczony/zaślubiony, jednak to nie znaczy, że kochasz go/ją prawdziwą miłością.
Jednym z coraz częstszych problemów w relacjach damsko-męskich jest nadopiekuńczość jednej ze stron, przeważnie kobiet. „Kobiety kochają mocniej” – sugeruje jeden z polskich filmów: to one więcej od związku oczekują, więcej dla niego wybaczają i poświęcają, bardziej przeżywają wszelkie trudności. W jakimś sensie leży to w naturze kobiet, ukierunkowanych w swoich działaniach i marzeniach na innych ludzi. Ich opiekuńczość - niezbędna zwłaszcza, gdy kobieta staje się matką - mimo szczerych intencji dbania o szczęście własne i partnera, zamienia się w nadopiekuńczość, czyli imitację miłości.
Wbrew pozorom stałe przedkładanie potrzeb partnera nad własne może prowadzić do krzywdy obydwu stron relacji (a skoro krzywdy, to nie ma tu mowy o miłości). Kobieta, która daje mężczyźnie z siebie wszystko – gdy ten o to prosi, a także uprzedzając prośby partnera lub gdy on niczego od niej nie wymaga. Najczęściej nie prosi go o pomoc (choć czuje, że potrzebuje wsparcia), a czasem wręcz wyręcza faceta mówiąc i działając za niego. Oczywiście, w tej sytuacji konieczne będzie częste usprawiedliwienie działań bądź braku działań wybranka (a także własnych!) przed innymi osobami, jednak dla większości nadopiekuńczych kobiet nie stanowi to większego problemu: w końcu już wielokrotnie rozgrzeszyły partnera w swoim sercu i rozumie („przecież on nie umie/nie zna się/nie musi/jest zmęczony, żeby…”). Taka kobieta coraz bardziej zaniedbuje siebie i swoje potrzeby.
Z biegiem czasu staje się zmęczona pracą, jaką wykonuje, ale także ukrywaniem swoich emocji oraz udawaniem przed sobą i innymi, że jest szczęśliwa w związku. Partner - przyzwyczajony, że mu bez zająknięcia usługujesz czy go wysługujesz – przyzwyczajony do spokojnego, wygodnego życia, gdzie on jest na pierwszym planie, najczęściej nie jest świadomy krzywdy jaką sobie nawzajem wyrządzacie. Narastająca w kobiecie frustracja, niezadowolenie, żal i złość z czasem wychodzą na światło dzienne, najczęściej w postaci tak nielubianej przez mężczyzn zrzędliwości czy emocjonalnym wybuchu pretensji zbieranych w kobiecie miesiącami albo wręcz latami. Niestety, ta reakcja spotyka się z głębokim niezrozumieniem ze strony partnera: w końcu do tej pory było między nimi w porządku (a dokładniej: nie wiedział, jak się ona czuła i z czym się zmagała). Mężczyzna, któremu kobieta matkuje, prędzej czy później zacznie odsuwać się od wybranki. Większość mężczyzn nie znosiło w dzieciństwie matczynych komentarzy, kazań, jej namolności czy kontroli. Jeśli takie zachowania nie odstraszą faceta, zapewne przyczynią się do tego coraz to częstsze niezadowolenie, wybuchy złości, kłótnie o drobiazgi i wyrzuty ze strony kobiety, która jest zbyt sfrustrowana, by dalej matkować partnerowi, lecz trudno jej porzucić dotychczasową postawę. Czujesz, że te słowa są o Was? Głowa do góry: możesz zmienić tą sytuację!
Zapewne wiesz, że aby rozwiązać problem należy go najpierw zdefiniować. Warto, abyś zastanowił/zastanowiła się – samodzielnie lub z pomocą specjalisty – co leży u podstaw przejawianej przez Ciebie nadopiekuńczości? Być może są to niewłaściwe wzorce wyniesione z domu rodzinnego albo zaniżone poczucie własnej wartości? A może to nieumiejętność w zakresie komunikowania się albo radzenia sobie z trudnymi emocjami? Albo nie nauczyłeś się jak być osobą asertywną, jak w imię prawdziwej miłości powiedzieć „nie”, gdy wiesz, że dane zachowanie wyrządziłoby krzywdę Tobie i ukochanej przez Ciebie osobie?

Niezależnie od tego, co jest przyczyną Waszych trudności, podjęcie wysiłku pracy nad sobą i związkiem zawsze daje pozytywne efekty. Zastanów się dziś: czy są takie momenty w Waszym związku, gdzie właśnie ze względu na miłość do swojego mężczyzny powinnaś powiedzieć „nie”? Czy dbasz o zaspokajanie swoich potrzeb i pragnień, abyś – będąc spełniona i radosna – mogła pomóc partnerowi w dalszym dbaniu o jego potrzeb? Do dzieła, będzie pięknie!

P.S. Więcej o kobietach, mężczyznach i różnicach w ich naturze, jak również o praktycznych sposobach na budowanie oraz umacnianie dojrzałej miłości, możesz dowiedzieć się podczas prowadzonych przeze mnie warsztatów. Zajrzyj, proszę, do zakładki „Oferta” po więcej informacji.

Autor
Agnieszka Michalak




CITY BREAK JAKO PODRÓŻ POŚLUBNA -


Chcecie gdzieś wyjechać, zmienić otoczenie i chwilę odetchnąć po ślubnej i przedślubnej gorączce, ale nie macie na to zbyt wiele czasu? Albo „niespokojne z Was dusze” i leżenie na plaży, nawet tej najbardziej rajskiej to dla Was nuuuuda i strata czasu? To mam dziś dla Was alternatywę. CITY BREAK, czyli krótki, kilkudniowy wypad, do któregoś z europejskich miast.


Może być standardowo, czyli Paryż. Chyba każdemu to miasto przede wszystkim kojarzy się jako synonim romantycznej stolicy. Wymieniając kolejne popularne miasta to: Rzym, Wenecja, Lizbona, Wiedeń. Ale można się wybrać do mniej popularnych miast wśród kierunków na krótkie podróże poślubne. Na przykład do Amsterdamu, Londynu, Barcelony, Sztokholmu czy Sankt Petersburga. Każde z tych miast ma swój uroczy, niepowtarzalny klimat, a będąc tam we dwoje, jako świeżo upieczeni małżonkowie, na pewno poczujecie się magicznie.


Długość takiego wyjazdu zależy tak naprawdę tylko od Was. Od tego jak długim czasem dysponujecie, ile czasu lubicie przebywać w jednym miejscu i je odkrywać, od Waszego postrzegania i wyobrażeniu o danym mieście (są tacy co uważają, że i przez 2 tygodnie można zwiedzać coś w Paryżu, jak i tacy, którzy mówią, że po 3 dniach już nie ma co robić 🙂 ), no i oczywiście od zasobów finansowych (ale też uważam, że każde miasto można zwiedzać w co najmniej 3 wariantach finansowych).


Zwiedzać można na wiele sposobów. Można przede wszystkim wybrać się na wycieczkę zorganizowaną od A do Z z pilotem - przewodnikiem. Wtedy odwiedzimy na pewno wiele topowych miejsc, ktoś przekaże nam wiele istotnych informacji o zwiedzanych obiektach, nie zgubimy się, nie będzie problemu z barierą językową i nie będziemy musieli się martwić, gdzie zjeść smaczny i niedrogi posiłek, bo przewodnik nam zapewne takie miejsca wskaże. Ale czy gdzieś tutaj nie ulotnił się nasz romantyzm? Na którym to w tym wypadku nam bardzo zależy.


Hmmm.... Żyjemy przecież w XXI wieku, jakiegoś języka obcego uczył się każdy z nas, a może to być dobra okazja, aby go sobie przypomnieć. Zakładamy, że lecimy do Europy, więc każde miasto kulturowo i mentalnie dość podobne do naszych miast. Więc może tak spróbować bardziej samodzielnie? No i umiejętność czytania mapy była ćwiczona w podstawówce na geografii – tak, wiem, że wtedy pomstowałeś na cały świat i marudziłeś, że „po co to komu”, a tutaj po 20 latach może się to przydać i do tego jeszcze taka okazja, aby zaimponować swojej Drugiej Połówce 🙂


No to lecimy! Najpierw do biura podróży – po bilety lotnicze, hotel, transfery i ubezpieczenie. Zapewne jak doradca w biurze usłyszy co to za okazja, to załatwi jeszcze dla Was jakiś miły upominek w hotelu, lepszy pokój, śniadanie podane do łóżka czy kolację na dachu z widokiem na metropolię nocą. A na miejscu bierzemy w rękę papierowy przewodnik i mapę (może to i staroświeckie w dobie urządzeń mobilnych i wszelakich aplikacji, ale ja, nadal uważam, że papier jest romantyczny) i w miasto! Odwiedzajmy te topowe miejsca, w których każdy turysta musi być, bo „być w Rzymie a nie widzieć papieża” to wstyd, ale zejdźmy też z głównych szlaków turystycznych, powłóczmy się po wąskich uliczkach i ukrytych placykach, odetchnijmy i jakiejś uroczej knajpce. A może tak jeszcze coś dodać do takiego wyjazdu? I na przykład będąc w Paryżu wybrać się do Moulin Rouge, w Mediolanie do La Scali, w Wiedniu do Wiener Staatsoper? W innych miastach też znajdują się wspaniałe sale koncertowe i teatry. A taki wieczór będzie dodatkową, niezapomnianą atrakcją. W wiele z tych miejsc bilety są trudno dostępne, ale organizując wyjazd z dużym wyprzedzeniem, można jeszcze takowe zdobyć. A może przy okazji takiego wypadu zrealizować marzenie z dzieciństwa? I będąc w Paryżu wybrać się do Disneylandu? Albo z Kopenhagi wyskoczyć do Legolandu? Czy nie byłoby wspaniale poczuć się znów jak dziecko i razem przeżyć tak fantastyczną przygodę?


Ponadto większość europejskich metropolii ma swoje „oazy spokoju” jak na przykład miejskie plaże, są nawet w tych miastach, które nie mają dostępu do morza. W Barcelonie oczywiście możemy pójść i odpocząć na naturalnej, szerokiej plaży i posłuchać szumu fal. W Rzymie wypad nad morze tez nie jest problemem, bo z centrum na plażę mamy jakieś 25 km. Ale w innych miastach funkcjonują wspaniale zorganizowane miejskie plaże np. nad rzekami. Co lepsze, często są one tak doskonale ulokowane, że można tam nawet w zimie łapać słoneczne promienie będąc zapakowanym w kocyk i na wygodnym leżaczku. Znalazłam jeszcze jeden pozytyw takiego krótkiego wypadu. Krótki wyjazd oznacza, że zużyjemy mało urlopu, czyli niebawem znów możemy wziąć urlop i udać się do kolejnego miasta 🙂 To gdzie lecimy najpierw?





MERCI… ZA TO ŻE JESTEŚ!


Jednym z kluczowych przekonań niszczących nasz spokój wewnętrzny i szczęście jest często nieuświadomione oczekiwanie, iż inni – zwłaszcza najbliższy nam ludzie - będą dla nas zawsze dobrzy: nigdy nas nie skrzywdzą, nie zasmucą, będą zawsze pomagać, trzymać naszą stronę. Niestety, rzeczywistość wygląda inaczej. Nawet zakochani (myślący i działający pod wpływem silnie uszczęśliwiających i znieczulających endorfin) bywają okresowo zasmuceni czy rozczarowani zachowaniem Drugiej Połówki, a co dopiero partnerzy z dłuższym stażem. Często wraz z czasem, jaki jesteś w związku, zwycięża w Tobie naturalna skłonność do skupiania uwagi na niedociągnięciach w zachowaniu czy wadach charakteru Ukochanej Osoby przy jednoczesnym braku reakcji na jej pożądane działania albo zalety osobowości. Jeśli czujesz, że dotyczy to także Twojego związku, poniżej znajdziesz genialnie prostą i niezwykle skuteczną wskazówkę, jak ocieplić Twoje myśli na temat Partnera oraz całą Waszą relację.

Niezwykle łatwo jest znajdować w drugim człowieku niedociągnięcia czy robić z igły widły, zwłaszcza gdy sprawa dotyczy czegoś dla nas ważnego, trudnego czy pilnego. Częste wzajemne zwracanie sobie uwagi na powyższe kwestie - i to najczęściej w sposób niekonstruktywny – przyczynia się do niezadowolenia, złości, żalu, poczucia skrzywdzenia, bycia niekochanym przez Nią/Niego. Kiedy ogarną Cię takie przykre uczucia dostrzeganie w Partnerze tego, co jest dla Ciebie niewłaściwe będzie przychodzić Ci z jeszcze większą – niż początkowo – łatwością i już wkrótce staniecie się obydwoje ofiarami błędnego koła niezadowolenia oraz frustracji. Skoro wszystko zaczęło się od podkreślania (albo i wyolbrzymiania) niemiłych dla Ciebie działań czy cech Ukochanej Osoby, rozwiązaniem problemu jest oczywiście przyjęcie przeciwstawnej postawy: postawy wdzięczności oraz doceniania Twojej Drugiej Połówki.

Zwracając uwagę na to, co dobre w związku włączamy w mózgu inny sposób spostrzegania i reagowania. Jesteśmy spokojniejsi, radośniejsi, bardziej opanowani i naładowani „dobrą” energią. Postawa wdzięczności wobec Ukochanego/Ukochanej da Mu/Jej poczucie szczęścia, docenienia, bycia akceptowaną i ważną częścią Twojego życia. Co więcej, sprawi także, że Druga Połówka będzie chciała postępować tak, aby znów zaspokoić Twoje oczekiwania, żeby znów usłyszeć od Ciebie dobre słowo.

Wyrażanie wdzięczności może przyjąć postać codziennych działań i gestów, które pokażą, że doceniasz obecność Twojej Ukochanej Osoby, jej starania o kształt oraz jakość Waszego wspólnego życia czy po prostu za to, jaka jest. Oto kilka najważniejszych sposobów:

  1. Dziękowanie za drobne i większe rzeczy, działania.
  2. Dostrzeżenie i docenienie ciężkiej pracy, jaką wykonuje Ukochana Osoba.
  3. Powiedzenie, że jesteś z Niego/Niej dumna/dumny.
  4. Wyrażenie wiary w umiejętności Partnera.
  5. Częstszy uśmiech w kontakcie z Nim/Nią.
  6. Witanie Go/Jej, gdy wraca do domu.
  7. Spełnienie prośby Ukochanej Osoby, o jakiej ostatnio lub długo mówiła.

Jak widzisz, powyższa lista zawiera naprawdę proste działania, jednak doświadczenie życiowe wielu par pokazuje, że niezwykle łatwo o takich drobnych – choć dających duży efekt – gestach zapomnieć. Włącz je już dziś do repertuaru własnych zachowań: nie wymagają one często prawie w ogóle wysiłku fizycznego, jedynie trochę motywacji i dobrej woli, uważności w dostrzeganiu momentów na docenienie Partnera oraz nastawienia na budowanie szczęścia Ukochanej Osoby (a nie liczenia na rewanż z jej strony). Zacznij już teraz: zrób Jego/Jej ulubioną kawę czy herbatę i podaj wraz z uśmiechem oraz serdecznym spojrzeniem w oczy!

Jest mnóstwo sposobów okazywania wdzięczności Partnerowi. Wybierz jeden lub dwa i z oddaniem wprowadzaj w Wasze życie przez najbliższy miesiąc.

Do dzieła, będzie pięknie!

P.S. Zapraszam Was na warsztaty, gdzie dowiecie się więcej na temat tego dlaczego i jak wyrażać wdzięczność Ukochanej Osobie, poznacie jej kluczowe potrzeby emocjonalne oraz rozwiniecie inne, istotne dla życia we dwoje umiejętności. Warsztaty zaczynają się we wrześniu, więcej informacji znajdziecie w zakładce „Oferta”.

Autor
Agnieszka Michalak




CZY WARTO INWESTOWAĆ W UBEZPIECZENIE TURYSTYCZNE?


Na początek krótko i zwięźle – OCZYWIŚCIE.
Często słyszę jednak kontrargument, że niekoniecznie, bo jeśli się nic nie stanie, to jest to „kasa wyrzucona w błoto”. Z tym trudno się nie zgodzić. Ale właśnie, dopóki się coś nie wydarzy. Możemy wyjeżdżać i sto razy bez żadnego ubytku na zdrowiu, a przy kolejnym wyjeździe niestety może się coś wydarzyć, co zmusi nas do skorzystania z usług medycznych. A ceny takich świadczeń, zwłaszcza w krajach Europy Zachodniej – niskie nie są. Przykładowy koszt pobytu w szpitalu w Austrii to około 600 Euro za dobę. Oczywiście z podstawowymi badaniami typu morfologia krwi, USG, rentgen, tomografia, ale bez żadnej interwencji chirurgicznej, która to zdecydowanie podnosi koszty hospitalizacji. To już nie brzmi tak optymistycznie? Zdecydowanie nie! A mnożąc kwotę tych przykładowych 600 Euro razy np. 3 doby i przeliczając ja na złotówki, to wychodzi nam już pokaźna sumka. A koszt polisy? Uśredniony, na taki tygodniowy wyjazd wakacyjny w Europie to około 30-35 złotych, a polisa opiewa na kwotę 20 000 Euro na pokrycie kosztów leczenia. Więc chyba nie tak droga ta polisa? Nawet licząc, że przez 20 lat podróżowania nie skorzysta się z polisy. Tak i tak wychodzi o wiele taniej, niż wydając kilka tysięcy jednorazowo za pobyt w szpitalu. A często poza kosztami hospitalizacji, dochodzą koszty transportu poszkodowanego czy to do szpitala (karetką lub śmigłowcem), czy w trudniejszych przypadkach – do kraju w celu kontynuacji leczenia.


To teraz trochę faktów – co daje taka polisa?

Koszty leczenia
Przede wszystkim pokrywa koszty leczenia za granicą. Począwszy od drobnych interwencji medycznych, kiedy np. dopadnie nas przeziębienie, skręcimy kostkę czy wybijemy palec, poprzez pomoc przy różnego rodzaju złamaniach, na hospitalizacji wraz z transportem medycznym i szeregiem kosztownych badań kończąc. I dodatkowo większość polis pokrywa również koszty interwencji stomatologicznej w nagłych wypadkach! Urlop z bolącym zębem nie jest zbyt przyjemny, a koszty wizyty stomatologicznej za granicą – okropne!
Dodatkowo w kosztach leczenia zawarty jest również zwrot pieniędzy za zakup leków zaleconych przez lekarza, a także wszelakich ortez i stabilizatorów.

Transport medyczny
Tak jak pisałam już wcześniej - pokrywa koszty transportu. Czy to poszkodowanego do szpitala lub ambulatorium (w razie potrzeby również śmigłowcem), czy też później w razie potrzeby do Polski – jeśli zespół medyczny uzna, że transport konwencjonalny jest zbyt ryzykowny dla chorego.
I oczywiście w tych najgorszych sytuacjach – pokrywa również koszt transportu ciała do kraju.




Pomoc
Większość ubezpieczycieli oferuje całodobową pomoc telefoniczną w języku polskim. Wyobraź sobie, że jesteś za granicą i złapałeś jakąś infekcję – gorączka 39 stopni, głowa boli jak szalona, i gardło strasznie drapie – a Ty sam z problemem, w dodatku w obcym miejscu. I gdzie tu się udać po pomoc? Dzwonisz na taką infolinię i wskazują Tobie gdzie jest najbliższa placówka, która udzieli pomocy. Od razu czujesz się spokojniejszy 🙂

Towarzystwo bliskiej osoby
Taki oto bonus! Jeśli podróżujesz samotnie lub trafiasz do szpitala już pod koniec pobytu, smutno jest, że Ty zostajesz tam i to w dodatku chory, a reszta kompanów podróży wyjeżdża, albo że musisz przez to wszystko przechodzić sam i to jeszcze w obcym kraju. Firmy ubezpieczeniowe w większości polis mają zawarte pokrycie kosztów pobytu, transportu i wyżywienia bliskiej Tobie osoby – abyś nie musiał znosić trudów choroby w osamotnieniu.




NNW, czyli Następstwa Nieszczęśliwych Wypadków
To tzw. „odszkodowanie”, wypłacane już po zakończeniu całego leczenia. Zespół specjalistów orzeka, jaki dany uraz spowodował uszczerbek na zdrowiu poszkodowanego i zgodnie ze swoim taryfikatorem wypłaca określoną kwotę. Najczęściej jest to jakiś procent całej kwoty na jaką opiewa polisa, więc czym na wyższą sumę się ubezpieczymy, tym wyższą kwotę odszkodowania otrzymamy. Taka mała rekompensata, za poniesione szkody.
Dodatkowo, przy ubezpieczeniu NNW, jeśli mamy wykupione więcej niż jedną taką polisę, to możemy starać się o zwrot od każdego ubezpieczyciela (inaczej niż w przypadku kosztów leczenia - tam „uruchamiamy” tylko jedną polisę)

To mniej więcej tyle zawiera pakiet w podstawowym standardzie ubezpieczenia, ale można poszerzyć sobie taką polisę o dodatkowe „ekstrasy” w zależności od potrzeb:

Choroby przewlekłe
Jeśli na takowe cierpimy, to nawet trzeba dokupić takie rozszerzenie. Niestety często zmiana środowiska może uaktywnić naszą chorobę, chociaż na co dzień czujemy się dobrze. Wtedy może być konieczna wizyta u lekarza, a jeśli mamy udokumentowane, że już leczyliśmy się na dane schorzenie, to ubezpieczyciel może odmówić sfinansowania naszej wizyty, jeśli nie mamy odpowiedniego rozszerzenia zakresu ubezpieczenia.
Co zaliczamy do chorób przewlekłych? To m.in.: astma, nadciśnienie, przebyte choroby nowotworowe czy zawały itp.

Praca
Analogicznie jak przy chorobach przewlekłych. Jeśli wybieramy się do pracy za granicę, a nasza umowa nie zawiera ubezpieczenia zdrowotnego, warto poszerzyć swoją polisę turystyczną o wykonywanie pracy za granicą. Jeśli tego nie uczynimy, a zdarzy się nam wypadek w pracy, ubezpieczyciel może odmówić pokrycia kosztów leczenia.

Uprawianie sportów
Uprawiając sporty podczas wyjazdów turystycznych, warto rozszerzyć polisę o takie ryzyko. Polisa pokrywa wtedy koszty interwencji medycznych, które są konieczne właśnie przy zdarzeniach związanych z uprawianiem sportów. Taka polisa daje też dodatkowe bonusy, ponieważ często zawiera również dodatkowy transport (np. śmigłowcem – a takie interwencje często są przeprowadzane w górach, czy to gdy trzeba dotrzeć do poszkodowanego narciarza, czy też osób wspinających się), a także ubezpieczenie OC (które pokrywa roszczenia poszkodowanego z naszej winy).
Warto dopytać zawsze, do jakiej grupy sportów dany ubezpieczyciel zalicza dyscyplinę, z którą to my będziemy mieć do czynienia podczas urlopu. Ubezpieczyciele różnie dzielą sporty na: wysokiego ryzyka i ekstremalne, czy też na uprawiane amatorsko lub wyczynowo. I niekoniecznie u wszystkich firm ubezpieczeniowych podział jest taki sam.




Ubezpieczenie bagażu i sprzętu sportowego
Dla mnie osobiście to akurat bezsensowny element ubezpieczenia, ponieważ w niewielu sytuacjach da się uzyskać zwrot za poniesione straty, a dopłata za takie poszerzenie polisy jest niemała.
A dlaczego tak? Przede wszystkim ubezpieczenie, czy to bagażu, czy to sprzętu sportowego na wypadek kradzieży działa tylko, jeśli dana rzecz zostanie nam skradziona z zamkniętego miejsca (pokoju hotelowego, zamykanego schowka, zamkniętego samochodu itp.). Nikt nam nie zapłaci za narty, jeśli zostały skradzione sprzed restauracji, gdzie stały z setką innych par wbite w śnieg. A co do bagażu, to dodatkowo z jego ubezpieczenia wyłączone są wszystkie wartościowe rzeczy, które są w walizce (laptop, tablet, aparat fotograficzny, biżuteria i futra :)) Więc ubezpieczamy tylko same ciuchy – nie martwmy się, ze zginie nam bagaż podczas lotu, a nie mamy takiego ubezpieczenia, w takim przypadku bagaż jest automatycznie ubezpieczony przez linie lotnicze i jest to zawarte w cenie biletu.
A zwrot za zniszczony sprzęt sportowy, otrzymamy tylko wtedy, gdy sami podczas takiego wypadku się porządnie poturbujemy. Jeśli nam nic nie jest, a mamy tylko zniszczony sprzęt, to ubezpieczyciel odmawia wypłaty odszkodowania, tłumacząc to tym, że sami specjalnie go zniszczyliśmy, aby otrzymać fundusze na nowy.
Niestety, trzeba przyznać szczerze, że ten wariant nie działa dobrze.




Po co polisa, przecież jest EKUZ!
Tak, oczywiście, że jest. I nawet w obecnej chwili w większości miejsc całkiem nieźle działa. Ale, jest jedno ALE. Karta EKUZ nie zawiera transportu medycznego!!! Więc jak najbardziej można ją pobierać i z niej korzystać, ale trzeba liczyć się z kosztami ewentualnego transportu, lub dokupić najtańszą polisę, która zawiera transport medyczny. I karta EKUZ też nie zawiera NNW, ona tylko pokrywa same koszty leczenia.




A teraz coś dla prawdziwych globtroterów – całoroczne karty ubezpieczeniowe
Jeśli wyjeżdżasz kilka razy w roku, warto rozważyć zakup takiej karty, bo może to znacznie obniżyć koszt ubezpieczenia. Ceny takich całorocznych kart na cały praktycznie świat (większość kart wyłącza ubezpieczenie w USA i Kanadzie) zaczynają się już od 60 zł. A sumy ubezpieczenia są o wiele wyższe niż w przypadku standardowych polis. Dodatkowo w takiej karcie zawarte jest często całoroczne ubezpieczenie NNW na terenie Polski, a także OC, które działa również na terenie RP. I coraz częściej posiadacze takich kart dostają dodatkowe rabaty w wielu punktach usługowych. Same plusy 🙂 Oczywiście różne warianty kart obejmują także różne dyscypliny uprawianych sportów.
Większość osób myśli, że całoroczne karty ubezpieczeniowe są dla młodzieży. Niekoniecznie! Są firmy, w których aby wyrobić taką kartę należy przedstawić zaświadczenie, że jest się uczniem lub studentem, ale są też takie, które mają karty dla klientów w różnym wieku. Już nawet od 5 roku życia i aż do 59! Więc duży zakres wachlarz możliwości, czeka na klientów.

Pamiętajcie o tym, że zgodnie z polskim prawem o usługach turystycznych, każdy polski organizator turystyki musi w cenie sprzedawanej imprezy turystycznej zawrzeć ubezpieczenie. Warto jednak dokładnie zapoznać się z zakresem tego ubezpieczenia i zastanowić się, czy zawiera ono wszystkie działania, które chcemy podjąć podczas wyjazdu.





CZAS NA ZMIANĘ KLIMATU

No cóż, połowa wakacji za nami! Jeśli cofniemy się w czasie o jakieś sześć miesięcy, to okaże się, że pewnie większość z nas już w połowie zimy zaczęła marzyć o wakacyjnym urlopie. Otuleni kocami piliśmy rozgrzewające napoje, tęskniąc za bardziej sprzyjającymi warunkami pogodowymi, za trochę innym, bardziej odpowiadającym naszym preferencjom klimatem. Zmęczeni szarymi dniami jesieni i chłodem długiej zimy intuicyjnie zaczynamy wyobrażać sobie miejsce, do którego pojedziemy: najpewniej takie, które jest pełne słońca oraz pięknej roślinności, aby ukryć się w jej cieni, gdy znużą nas już promienie słoneczne.

Podobnie jak rodzaj lokalnej fauny i flory jest zdeterminowany panującym w danym miejscu klimatem, tak żyjący w związku ludzie tworzą z wybraną przez siebie osobą specyficzny, charakterystyczny dla ich relacji, klimat emocjonalny. Jego natura wynika m.in. z:

  • typu osobowości i emocjonalności każdego z partnerów (np. zmienności uczuć czy rodzajom emocji, które najczęściej przeżywa),
  • posiadanej wiedzy o sobie i Drugiej Połówce (o zaletach oraz obszarach wymagających zmiany, o potrzebach, oczekiwaniach i upodobaniach),
  • przejawianych postaw i przekonań (dotyczących płci, miłości, związków, siebie samego i świata),
  • działań podejmowanych przez partnerów zmierzających do realizacji celów osobistych i wspólnych (zwłaszcza stopnia zaspokojenia emocjonalnych potrzeb), a także
  • umiejętności ważnych w kontakcie z drugim człowiekiem, czyli np. budującej i efektywnej komunikacji, odpowiednio stosowanej zachowań asertywnych, umiejętności radzenia sobie w sytuacji konfliktowej czy – patrząc szerzej – stresowej.


Ów klimat to między innymi efekt naszych doświadczeń osobistych. Do pewnych „warunków pogodowych” jesteśmy przyzwyczajeni: wychowaliśmy się obserwując pewien typ kontaktu między rodzicami, później do pewnego stopnia odtwarzaliśmy go oraz sami kreowaliśmy w związkach, w których byliśmy. Poprzednie doświadczenia w większy lub mniejszy sposób kształtują kierunek działań, jakie podejmujemy w obecnym związku. Oczywiście, podejmując świadome działania możemy zmieniać charakter tego klimatu emocjonalnego.

PODARUJ MI TROCHĘ SŁOŃCA…

Tak jak nasze ciała (oraz dusze!) potrzebują odpowiedniej dawki ciepła i światła słonecznego, tak i my potrzebujemy ciepła emocjonalnego. Wchodząc w nowy związek czujemy się wspaniale, jak na wymarzonych wakacjach: jesteśmy szczęśliwi, mamy mnóstwo energii, patrzymy na świat optymistycznie. Gdy przycichnie już burza hormonalna - stan euforyczny wywołany zakochaniem - powoli zaczynamy odczuwać pewne braki w klimacie, jaki dzielimy z Ukochaną Osobą. Gdy ów klimat staje się wyraźnie niesatysfakcjonujący dla choćby jednej ze stron, w związku zaczyna się kryzys, który sprawia że czujemy się niekochani i w ten sposób dajemy sobie mentalne przyzwolenie na wycofanie się z bliskości z partnerem (w większości przypadków odpowiada za problemy natury seksualnej pary), w tym także do zdrady lub zakończenia relacji.

JA I TY, A MOŻE MY?

Jednym z ważnych kroków jakie można podjąć w celu zbudowania bądź wzmocnienia klimatu emocjonalnego w związku jest zmiana nastawienia z „ja” na „my”. Ten sposób myślenia pojawia się u pary z czasem, w miarę rozwijania się ich związku, a ostatecznym momentem przełączenia się na opcję „my” wydaje się być dzień ślubu (kiedy dwójka małżonków staje się jednością). W czym wyraża się ta postawa?
To przede wszystkim taki sposób organizowania teraźniejszości i przyszłości, gdzie podejmowane przez nas działania ukierunkowane są na realizację celów wspólnych dla obojga oraz na zaspokojenie potrzeb oraz pragnień (zwłaszcza emocjonalnych!) Drugiej Osoby, którą chcemy uszczęśliwić. Wyraźnie widać, iż podążając tą ścieżką niezbędne będzie podejmowanie niemałej liczby kompromisów, ustępstw czy wyrzeczeń. Konkretnym przejawem działania według postawy „my” jest, przykładowo, pomoc w działaniach jakie podejmuje Twój ukochany partner: gdy On potrzebuje pomocy w sprawdzeniu bardzo długiego, skomplikowanego, napisanego przez niego dokumentu lub przejęciu pewnych Jej obowiązków, gdy Ona podjęła dodatkową pracę czy studia. To także wsparcie emocjonalne, gdy On/Ona przeżywa trudne chwile, wyrażające się chociażby w zostawieniu innych, ważnych dla Ciebie spraw, którymi się zajmujesz i zadbaniu o kondycję Ukochanej Osoby, np. rezygnując ze świętowania sukcesu zawodowego ze współpracownikami, gdy On/Ona nagle zachorował czy otrzymała bardzo złe wiadomości, które ją przybiły. Kolejnym ważnym przejawem postawy „my” jest branie odpowiedzialności za konsekwencje wspólnych i osobistych działań czy decyzji, czyli szukanie rozwiązań lub – choćby – sposobu przetrwania trudnej sytuacji; bez zrzucania winy, szukania winnych lub wyżywania się. Istotną rolę odgrywa tutaj także umiejętność wybaczania: chowanie złości i urazy niszczy bliskość, jedność pary.

Rzecz jasna, w zdrowym związku dwojga ludzi jest także miejsce na właściwą dawkę naturalnego egoizmu. Każdy z nas ma prawo do spełniania osobistych marzeń, podejmowania interesujących nas działań i to bez udziału w nich naszego partnera. Czasem warto spędzić pewien czas bez Ukochanej Osoby, by spełnić się w realizowaniu własnych zainteresowań, ale też móc troszkę zatęsknić za Nim/Nią, bardziej docenić Jego/Jej obecność i wysiłek jaki wkłada codziennie w dbanie o relację z Tobą. Mówić w skrócie, równowaga to podstawa! Porządna porcja „my” przyprawiona dającym smaczku „ja” to przepis godny polecenia.

Jest wiele rzeczy jakie możesz zrobić dla Waszego związku po przeczytaniu tego wpisu. Zaproś do wspólnej refleksji swoją Drugą Połówkę: jak każde z Was czuje się w klimacie, jaki razem tworzycie? Wybierz jedną postawę czy działanie i z oddaniem wprowadzaj w Wasze życie przez najbliższy miesiąc.

Do dzieła, będzie pięknie!

P.S. Jak poznać kluczowe potrzeby emocjonalne Ukochanej Osoby? Już wkrótce zaprosimy Was na warsztaty, gdzie będziecie mogli zgłębić ten temat. Warsztaty ruszają we wrześniu, więcej informacji znajdziecie niedługo w zakładce „Oferta”.

Autor
Agnieszka Michalak





WAKACYJNE HITY TRWAJĄCEGO SEZONU

Jak w każdej dziedzinie naszego życia, tak i w kwestii podróży panują różne mody. Czasami bywa tak, że dany kierunek króluje przez wiele lat – tak było chociażby w przypadku Egiptu, który przez kilka, a nawet kilkanaście sezonów był Nr 1 wśród wybieranych przez Polaków wakacyjnych destynacji. Na jego fenomen na pewno składały się: cena, wysoki standard hoteli w stosunku do ceny i gwarancja słońca, a wręcz nieznośnego upału 🙂
Od jakiegoś czasu Egipt zaczął tracić na popularności. Oczywiście przyczyniła się do tego niepewna sytuacja w tamtej części globu, ale moim zdaniem, ma tutaj znaczenie wzrastająca świadomość turystyczna Polaków. Po prostu przestało nas bawić ciągłe siedzenie w hotelu, pływanie w hotelowym basenie, jedzenie all inclusive i wyjazdy na wycieczki fakultatywne nastawione na sprzedaż wszystkiego co możliwe. Chcemy wyjść poza hotel, zasmakować lokalnej kuchni w restauracjach, gdzie stołują się też lokalni mieszkańcy, powłóczyć się po okolicy z przewodnikiem w ręce, poopalać się na wielu plażach, rozkoszować się smakiem regionalnych trunków czy też wdać się w pogawędkę z mieszkańcami.
Dlatego coraz częściej wybieramy europejskie państwa, jako cel naszych wakacyjnych wojaży. Tutaj czujemy się spokojniej i bezpieczniej, chociaż inne państwa to inne kultury, nie są one aż tak odmienne od naszej i nie musimy się obawiać, ze kogoś urazimy, wychodząc z hotelu w szortach czy mini.

Zdecydowanym hitem tego sezonu jest Hiszpania, ale z racji tego, że jest to kraj ogromny, niesamowicie turystycznie rozwinięty i z wielkim potencjałem, to nie sposób rozpatrywać go jako całość, trzeba podzielić to państwo na mniejsze regiony.
I tak nr 1 są WYSPY KANARYJSKIE.
Teneryfa, Gran Canaria, Fuerteventura, Lanzarote, La Gomera, La Palma i El Hiero to największe wyspy archipelagu, który położony jest zdecydowanie bliżej Afryki niż Europy. Chociaż wyspy te położone są blisko siebie, to tak naprawdę każda z nich jest inna. Wspólnym elementem zdecydowanie jest fakt, że każda z tych wysp jest wyspą wulkaniczną – więc wycieczka na wulkan to wręcz punkt obowiązkowy pobytu na „Kanarach”.
TENERYFA - to chyba najpopularniejsza z wysp – gorąca, wręcz pustynna na południu, a z bujną roślinnością na północy, z mnóstwem ogromnych parków rozrywki i słynnymi, imprezowymi kurortami.
GRAN CANARIA – słynie chyba najbardziej z ruchomych wydm ze złotego piasku nawiewanego tutaj z Sahary
FUERTEVENTURA – jest wręcz ewenementem, bo można tutaj znaleźć sporo plaż z jasnym piaskiem! Ze względu na często wiejące tutaj wiatry jest rajem dla windsurfingowców.
LANZAROTE – słynie z architektury Cesara Manrique, jest wpisana na listę UNESCO jako Światowy Rezerwat Bio¬sfery i szczególnie upodobali ją sobie surferzy
LA PALMA – nazywana jest „Zieloną Wyspą”, wielką atrakcją wyspy jest nowoczesne obserwatorium astronomiczne
LA GOMERA – to przepiękna dziewicza przyroda i bezstresowa atmosfera małych, wakacyjnych miasteczek
EL HIERO – najbardziej ekologiczna spośród tych 7-miu głównych wysp archipelagu, to tutaj rosną najsmaczniejsze w Europie ananasy, a wzdłuż wybrzeża natura utworzyła najciekawsze miejsca do nurkowania
Oczywiście na każdej z wysp króluje wyśmienita kuchnia słynąca z ryb i owoców morza oraz lokalnych serów i wybornego wina.
WYSPY GRECKIE
Kierunek ten nie jest obcy Polakom już od kilku sezonów, ale do tej pory najchętniej lataliśmy na najbardziej skomercjalizowane wyspy (chociaż nie wiem czy Grecy w ogóle dają się „skomercjalizować”, dla mnie Grecja to inny świat – tam czas się zatrzymał).
Od lat popularna jest największa grecka wyspa – KRETA, z ogromną baza noclegową. Ze względu na swój rozmiar, może zaoferować ciekawe wakacje dla każdego. Znajdziemy tutaj i długie, piaszczyste plaże z łagodnym zejściem do wody i bogatą infrastrukturą gastronomiczną jak i ustronne, kamieniste zatoczki. Baza noclegowa oferuje zarówno ogromne 5***** hotele z „all inclusive”, jak i kameralne apartamenty urządzone w lokalnym stylu z możliwością samodzielnego gotowania. Jest też mnóstwo zabytków i atrakcji do zobaczenia, a długa linia brzegowa sprawiła, że spopularyzowały się wszelakie sporty wodne.
Chętnie latamy też na RODOS, który czasem nazywany jest „grecką Ibizą”, ze względu na dużą ilość klubów i dyskotek – są tam miejscowości w których trudno o sen 🙂 Ale ponadto na Rodos znajdziemy piękne plaże i zabytkowy słynny port.
Też znane jest już nam maleńkie KOS, romantyczne ZAKYNTHOS czy też malownicze KORFU.
Ale powoli przekonujemy się do bardziej kameralnych wysp, nie zdeptanych jeszcze przez rzesze turystów. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się: wiecznie zielone SKOPELOS; SKIATHOS – gdzie spacerując po wyspie, ma się wrażenie, że wokół słychać „Mamma Mia” i inne hity Abby; antyczna i bardzo spokojna ITAKA; jest też maleńkie i urocze SANTORINI oraz zielona i spokojna KEFALONIA z uroczymi plażami w zatoczkach. Jest w czym wybierać, a wszędzie tam znajdziemy znakomite oliwki, świeżutką oliwę, obłędnie pachnące oregano i znakomitą fetę. I powinniśmy od Greków uczyć się delektowania się chwilą i tego, że tak naprawdę to nic nie musimy...
CHORWACJA
Na Bałkany, a w szczególności do CHORWACJI jeździmy przecież już od wielu lat. Tak, oczywiście, z tym nie można dyskutować. Moim zdaniem, był to jeden z pierwszych zagranicznych wakacyjnych kierunków Polaków. Tylko właśnie, do tej pory jeździliśmy do Chorwacji. I to do apartamentów wynajmowanych w prywatnych domach. Z pełnym bagażnikiem polskiej żywności i weków przyrządzonych w domu przed urlopem, I zamiast cieszyć się wakacjami – zwłaszcza „Panie Domu” - spędzały połowę urlopu w kuchni, gotując obiadki dla rodziny. Od kilku lat coraz łatwiej możemy dotrzeć do Chorwacji samolotem. Stale poszerza się tez oferta wypoczynku w hotelach z opcją wyżywienia nawet „all inclusive”. A odkąd Chorwacja jest członkiem Unii Europejskiej to ceny w tym kraju znacząco spadły, także takie wakacje lotnicze z popularnym „allem” w zasadzie kosztują tyle co wypoczynek np. w Grecji.
Kiedyś usłyszałam taki fantastyczny cytat - „Chorwacja to mały kraj wielkiej przygody”. Z czystym sumieniem mogę się pod tym podpisać. Kraj ten ma niesamowicie rozbudowaną linię brzegową z niezliczoną ilością zatoczek i tysiącem wysp i wysepek (wiele z nich jest niezamieszkałych). Majestatyczne góry, które praktycznie wzdłuż całego wybrzeża „wynurzają się z wody”, ten turkus wody, wąskie uliczki miasteczek, które jeszcze pamiętają czasy Cesarstwa Rzymskiego sprawiają, ze nie sposób się nie zachwycić. Co chwilę możemy się zatrzymywać i podziwiać urocze widoki. Od Istrii po Dubrownik, praktycznie każdy kawałeczek wybrzeża zachwyca niepowtarzalnymi krajobrazami. A do tego jeszcze mnóstwo Parków Narodowych i rezerwatów przyrody. Maximum atrakcji gwarantowane. To kiedy lecimy?
MAJORKA
I znów wracamy do Hiszpanii. Wyspa ogólnie znana wśród Polaków, ale do tej pory niekoniecznie często przez nich odwiedzana. Dlaczego? W sumie nie wiadomo. Dopiero od kilku sezonów zyskuje na popularności wśród naszych rodaków. Co jest dość zadziwiające, bo u naszych zachodnich sąsiadów jest na szczycie topowych wakacyjnych kierunków już od 40-tu lat. Tak, Niemcy już w latach 70-tych XX wieku tłumnie wylatywali na Majorkę.
Wyspa ta pomimo swoich niewielkich rozmiarów (przekątna około 60 km) ma ogromny potencjał i jest doskonałym kierunkiem wakacyjnym dla osób w każdym wieku. Przede wszystkim jest tutaj baza noclegowa na wysokim poziomie (tak, nawet apartamenty i hostele są na wysokim poziomie – chyba właśnie za to możemy podziękować Niemcom) począwszy od apartamentów z własnym wyżywieniem na hotelach 5***** skończywszy.
Wschodnie wybrzeże to urocze turystyczne kurorty – większe i mniejsze, położone w sąsiedztwie pięknych plaż z drobniutkim, białym i miękkim piaskiem. Alcudia, Can Picafort, S'Illot i Sa Coma cieszą się dużą popularnością wśród rodzin z dziećmi – na plażach jest łagodne zejście do wody, a same plaże są dobrze zagospodarowane i oznaczone certyfikatami „Błękitnej Flagi”. Natomiast okoliczne hotele oferują mnóstwo udogodnień dla rodzin z dziećmi, minicluby dla dzieciaków i wiele innych atrakcji.
Z kolei Playa de Malma, El Arenal i Cala Ratjada to tętniące życiem praktycznie 24 godziny na dobę miejscowości wybierane przede wszystkim przez osoby młode, lubiące zabawę i imprezy – nie polecam tych miejsc, osobom szukającym spokoju 🙂
A północno – zachodnie wybrzeże to dla odmiany zielona enklawa wyspy z malowniczymi klifami, małymi osadami, w większości zamieszkałymi przez rodowitych obywateli wyspy, bez dużych i tłocznych kurortów – doskonała alternatywa dla tych, co lubią ciszę i bliski kontakt z naturą.
MALTA
Totalnym zaskoczeniem w tym sezonie jest MALTA. Ta maleńka wysepka leżąca jeszcze na południe od włoskiej Sycylii bije w tym roku rekordy popularności. Dzięki czemu? Przede wszystkim dzięki temu, ze pojawiło się dużo ofert wypoczynku w tym miejscu. Kiedyś było trudno tam dotrzeć z Polski samolotem i jedyną formą wypoczynku z jaką kojarzyli tę wyspę Polacy były kursy językowe. Oczywiście, one cieszą się nadal dużą popularnością, ale to osobny temat.
Pomimo swych niewielkich rozmiarów wyspa ta ma ogromny potencjał. Przede wszystkim ma świetną bazę noclegową w każdym standardzie i na każdą kieszeń. Ogólnie słynie z kamienistych i klifowych plaż, ale wbrew pozorom można znaleźć tutaj wiele spokojnych i uroczych plaż piaszczystych. Malta to również raj dla amatorów zwiedzania – nazywana jest „wyspą kościołów”, z czego większość jest z epoki baroku. Ale poza kościołami jest tutaj wiele zabytków z czasów starożytności (głównie rzymskich), pałaców i fortów, a także atrakcje naturalne z Błękitną Grotą i Lazurowym Oknem na czele. Dodatkowo cała wyspa jest doskonale skomunikowana lokalnymi autobusami, także bez konieczności wynajmu samochodu (ruch tutaj mamy lewostronny) możemy „za grosze” jeździć po wyspie. Kolejnym dużym ułatwieniem jest język angielski, który jest językiem urzędowym, więc każdy tutaj nim włada.
Z czego jeszcze słynie Malta? Z nurkowania!!! jak mówią osoby uprawiające ten sport: „Olbrzymie podwodne groty, łuki, a także pionowe tunele z białej skały. W krystalicznie czystym morzu świeci rozproszone słońce - oto Malta pod wodą.” Jeszcze dużą atrakcją dla nurkujących są wraki statków zatopione u wybrzeży Malty. I ostatni czynnik przyciągający tutaj turystów – kuchnia. Podobno na Malcie serwują najlepsze na świecie owoce morza złowione chwilę wcześniej w wodach Morza Śródziemnego.
A ja Wam życzę bajecznych wakacji i samych trafnych wakacyjnych wyborów. A kto jeszcze nie wie, gdzie tegoroczny urlop ma spędzić, to zapraszamy do nas – pomożemy w wyborze wakacji marzeń!





SŁODKIE TÊTE-À-TÊTE

Ostatnio pewien mężczyzna poprosił mnie o wskazówkę, ponieważ nie czuł się pewnie w kwestii budowania dobrej, mocnej więzi z kobietami. Chciał poznać sposób, aby móc nie tylko jeszcze bardziej oczarować swoją wybrankę, ale także sprawić, aby zostali ze sobą na dobre i na złe. Zatem, co może tak trwale złączyć dwoje ludzi? Co powoduje, że ich relacja staje się silna oraz zdrowa? Odpowiedź na takie pytanie byłaby bardzo długa… Oto pierwsza jej część: Nic tak nie łączy (ani nie dzieli) ludzi jak jakość czasu, który razem spędzają.
W związku damsko-męskim istnieje charakterystyczna dla tej relacji potrzeba spędzania romantycznego czasu we dwoje. Co ciekawe, my wszyscy – kobiety oraz mężczyźni – dążymy do tego samego celu, czyli do doświadczenia bliskości i czaru romantyczności.

PUŁAPKA ROMANTYCZNOŚCI
Większości kobiet pewnie trudno uwierzyć w powyższe słowa. Dlaczego? Przecież ich mężczyźni - zwłaszcza, gdy związek trwa już kilka lat – rzadko kiedy kupują im kwiaty, czekoladki czy zabierają na kolację przy świecach. Co więcej, przeważnie nie garną się do delikatnych gestów czułości po zbliżeniach i nie przepadają za długimi spacerami w romantycznej scenerii. Wyjaśnienie tego dysonansu jest banalne, choć jednocześnie dla wielu osób bardzo odkrywcze. Cały (może nie cały, ale o tym za chwilę ) szkopuł tkwi w rozumieniu, czym jest romantyczność dla każdej z płci.
Pojmowanie tego słowa przez kobiety, to tradycyjny, wszechobecny sposób interpretowania tego słowa, czyli wspomniana wyżej kolacja we dwoje przy winie, świecach i nastrojowej muzyce albo spacer po malowniczej, spokojnej okolicy, gdy trzymacie się za ręce oraz delektujecie się zachodzącym słońcem. Pomysł na spędzenie przyjemnego dla kobiety, intymnego czasu znajdziecie chyba w każdym filmie romantycznym czy też beletrystycznej pozycji opisującej relacje damsko-męskie.
A mężczyźni? Oni również lubią i chcą spędzać romantyczne chwile ze swoją Wybranką, jednak tą potrzebę realizują często w inny niż Ona, zadziwiający dla Niej sposób. Otóż jego potrzebę romantyczności znacznie bardziej spełnia wspólna zabawa, czyli mile i aktywnie spędzony z partnerką czas. W początkowej fazie związku robicie wiele przyjemnych rzeczy razem: jedziecie w weekend pochodzić po górach, gracie w różne gry, chodzicie na koncerty, spacerujecie po okolicznych miasteczkach. Wszystkie te czynności, które w miłej atmosferze mężczyzna podejmuje z ukochaną kobietą działają na niego jak pękaty bukiet długich, czerwonych róż i wieczór przy kominku dla płci pięknej.

SKORO MĘŻCZYZNA ZNA KOBIECE OCZEKIWANIA, CZEMU NIE JEST ROMANTYCZNY?
Jeśli dalej to pytanie chodzi Ci po głowie, dla wszelkiej pewności powtórzę jeszcze raz: obydwie płcie inaczej rozumieją słowo romantyczność. Zatem wiele razy Twój mężczyzna zadbał o spędzenie romantycznego czasu we dwoje, chociaż mógł użyć do tego środków, które nie uważałaś za godne tego miana. Przypomnij sobie jego zaproszenie na wspólną przechadzkę, propozycję wyjścia na koncert czy przejażdżkę rowerową – w ten właśnie znany mu sposób, chciał pokazać Ci, że jesteś dla Niego ważna. Zatem pierwszym krokiem do doświadczenia głębszej relacji z Drugą Połówką będzie docenienie propozycji partnera, które wynika ze świadomości, że On/Ona tak właśnie rozumie i doświadcza romantyczności oraz podjęcie się tej czynności ze szczerą radością.
Kolejny ważny powodów nieczęstego podejmowania przez Panów zachowań uznawanych przez Panie za romantyczne wynika z leżącej u podstaw męskiej psychiki niechęci do podejmowania działań, w których czują się oni niepewnie. Twój partner raczej nie wychodzi z inicjatywą i nie bierze się za zadania, których realizacja pachnie mu ryzykiem porażki i szansą na ośmieszenie się. Ponieważ nikt nie nauczył go romantyczności, woli czasem nie podejmować takiego niebezpieczeństwa (zwłaszcza, gdy jest przeciążony pracą zawodową!). Doświadczenia z przeszłości także mogą mu w tej kwestii nie pomagać. Jeśli Ty lub inna kobieta z Jego przeszłości, reagowałaś krytyką na Jego próby stworzenia romantycznej atmosfery, ochota mężczyzny na powtórne inicjowanie takich momentów drastycznie spada (i to często na całkiem długi okres czasu). Wbrew pozorom męskie sukcesy w tej kwestii niekoniecznie zwiększają częstotliwość Waszego romansowania. W końcu mężczyzna ma naturalny pociąg do rywalizacji, także takiej, gdzie ściga się sam ze sobą. Jeśli teraz zaspokoi Twoją potrzebę romantyzmu, będzie później czuł wewnętrzną presję, aby następnym razem zrobić coś lepszego, sprostać jeszcze większemu wyzwaniu, ponieważ każdym osiągniętym sukcesem podnosi sobie poprzeczkę.

BO W TYM CAŁY JEST AMBARANS…
Na koniec zapraszam Was do zapoznania się z kilkoma wskazówkami, jakie warto wziąć sobie do serca, aby doświadczać więcej romantyzmu w Waszym związku.
Pierwszym krokiem do spędzenia romantycznego czasu jest swoiste odcięcie się od świata: innych ludzi i wszelkich spraw, które zaprzątają nam głowy. Pamiętaj tutaj o dwóch kwestiach: jeśli macie spędzić czas budujący Waszą intymność, wtedy np. sprzątanie domu, które właśnie miałaś wykonać, staje się sprawą naprawdę nieistotną. W ostatecznym rozrachunku co jest dla Ciebie ważniejsze: dobra relacja z partnerem czy czyste podłogi (które, notabene, za chwilę znów będą brudne), ploty z koleżanką czy bezowocne martwienie się, jak się mają Wasze pociechy pod opieką niani? Druga sprawa: trudno podejmować się romantycznych działań, gdy jesteśmy emocjonalnie roztrzęsieni, rozbici. Większość mężczyzn wracających z pracy potrzebuje czasu, żeby przestawić się z trybu „praca” na tryb „dom”. Daj mu chwilę na to, aby mógł zrzucić z siebie psychiczny balast pracy zawodowej i by wrócił do roli kochającego, wrażliwego partnera. Z kolei spora część Pań może nie mieć ochoty na romansowanie w łóżku, gdy jest czymś głęboko zraniona czy zatroskana.
Pamiętaj też, że każde z Was trochę inaczej definiuje romantyczne spędzanie czasu. Zawsze doceniaj miłym słowem czy gestem inicjatywę Ukochanego/Ukochanej. Oczywiście także wtedy, gdy zaproponuje Ci „swoją wersję” romantycznego wieczoru. Dzięki temu On/Ona poczuje się pewniej i z większą chęcią powtórzy próbę stworzenia romantycznej atmosfery.
Zaproponuj swojej Drugiej Połówce dzień lub weekend, który odpowiada Jej/Jego wyobrażeniom o romantycznych czasie we dwoje. Dzięki temu zadbasz o Jej/Jego potrzeby, mile spędzicie razem czas i – być może - lepiej zrozumiecie się w tej kwestii. Zrób tak tym bardziej, jeśli Twój partner, nie proponuje Ci działań, które są według Ciebie romantyczne i na które czekasz.
Ostatnia wskazówka wynika z bardzo prostej, jeśli chodzi o regułę, lecz nie zawsze łatwej do zastosowania zasady. Mianowicie: nie da się lepiej zadbać o jakość swojego związku niż dawać szczęście Ukochanej Osobie, nie licząc przy tym na rewanż (jeśli naprawdę przyjmiesz taką postawę i uzbroisz się w pewną dozę cierpliwości, na pewno Wasz związek rozkwitnie!).

Jest wiele rzeczy jakie możesz zrobić dla Waszego związku po przeczytaniu tego wpisu.
Czego najbardziej potrzebujecie?
Co z powyższych wskazówek czy Twoich wniosków będzie dla Ciebie najprostsze do wprowadzenia w życie?
Wybierz jeden pomysł i z oddaniem wprowadzaj go w Wasze życie przez najbliższy miesiąc.
Do dzieła, będzie pięknie! 

Autor
Agnieszka Michalak





„...PAROSTATKIEM W PIĘKNY REJS...”

Jak każda moda, tak i moda na rejsy jako formę wypoczynku przywędrowała do nas z zachodu i powoli się popularyzuje w nadwiślańskim kraju. Jednak zauważyłam, że Polacy podchodzą do tego tematu z dużym dystansem. Badając sprawę głębiej, doszłam do wniosku, że ten dystans wynika z tego, że po prostu nie wiemy na czym dokładnie taki rejs ma polegać.
Dziś przedstawię Wam kilka szczegółów takiej formy wypoczynku, jak i jej plusy i minusy. Przede wszystkim taki rejs to wypoczynek połączony z możliwością zwiedzania miast, do których zawija statek, jak i uprawiania różnych sportów (przede wszystkim wodnych).
Każdy taki statek to luksusowy pływający hotel o standardzie 4**** i 5*****. W większości są to potężne, kilkupiętrowe, samowystarczalne „pływające miasta”, ponieważ na pokładzie takiego statku najczęściej znajdziemy między innymi: kilkanaście restauracji, barów i kawiarni serwujących potrawy różnych kuchni świata, kina, teatry, kasyna, korty tenisowe, kompleks basenów, strefę wellness „children free”, boiska sportowe, baseny ze zjeżdżalniami dla najmłodszych, kluby dziecięce, dyskoteki a także mnóstwo animacji dla dzieci i dorosłych, odbywających się praktycznie przez cały dzień. Takie statki zabierają kilka tysięcy pasażerów na pokład (największy statek ALLURE OF THE SEAS pływający pod banderą Royal Caribbean zabiera jednorazowo nawet 6300 pasażerów i 2394 członków załogi!!!). Są również i mniejsze statki, na których jednocześnie płynie np. tylko 50 osób (jak na przykład w przypadku naszego flagowego produktu, czyli SCUBA SPA na Malediwach – więcej szczegółów znajdziecie tutaj: http://podroze-poslubne.pl/malediwy-scuba-spa/). Ze względu na mniejsze rozmiary statku na pokładzie nie ma tylu atrakcji, co w przypadku „olbrzymów”, ale standard zakwaterowania i obsługi jest utrzymany na najwyższym poziomie.

A jakie są typy rejsów i dokąd możemy popłynąć?
Są dwa podstawowe typy, czyli rejsy morskie i rzeczne. Te pierwsze odbywają się praktycznie na morzach całego świata. Począwszy od naszego rodzimego Bałtyku, poprzez Morze Północne, Skandynawię, Basen Morza Śródziemnego wraz z przyległymi akwenami, Wyspy Kanaryjskie i wybrzeże Zjednoczonych Emiratów Arabskich, wzdłuż linii brzegowej afryki, trochę dalej - egzotyczny Ocean Indyjski z wszystkimi archipelagami, jeszcze dalej – bajkowe, szeroko pojęte Karaiby, wody okalające Australię i Nową Zelandię, poprzez – dla zwolenników chłodniejszych klimatów – wybrzeże Alaski czy Antarktydy lub Arktyki, a na rejsach dookoła świata kończąc.
A rejsy rzeczne odbywają się po największych rzekach świata. W Europie to przede wszystkim: Dunaj, Ren, Sekwana, Pad, Gwadalkiwir i Duelo, potem na pograniczu Europy i Azji potężna Wołga i Dniepr, w Azji najpopularniejsze to Mekong, Jangcy i Ganges; w Afryce oczywiście Nil; a w Amerykach Amazonka i Missisipi.

Jak długo trwa rejs?
Długość takich rejsów jest przeróżna. Począwszy od jednonocnego np. z Genui do Marsylii na prawie 100 – dniowym dookoła świata kończąc. Także generalnie - „dla każdego coś miłego”. Najczęściej taki rejs polega na tym, że noc spędza się na statku na morzu, korzystając ze wszystkich atrakcji, natomiast codziennie rano przybija się do innego portu, gdzie statek cumuje cały dzień. Można wtedy skorzystać z oferty zwiedzania miasta z przewodnikiem, wybrać się na jakąś sportową eskapadę w okolicy (np. kajaki, quady, itp.) lub pozostać na pokładzie statku i korzystać z jego udogodnień. Oczywiście przy pokonywaniu dłuższych dystansów zdarza się, że statek przez 2 lub 3 dni nie zawija do portów – wtedy korzystamy z bogatego wachlarza atrakcji, jakie są oferowane na pokładzie.

Dla kogo takie wakacje?
Dla wszystkich!!! No dobrze, zgodzę się, że nie dla tych co permanentnie nie znoszą wody. Dla takich osób to nie jest dobre miejsce, bo nie będą one szczęśliwe z widoku wody przez prawie 24 godziny na dobę i jeszcze w dodatku przez kilka dni.
Ale dla wszystkich pozostałych jak najbardziej. Zarówno dla osób młodych, lubiących się dobrze bawić – kluby i dyskoteki na pokładzie; dla rodzin z dziećmi – atrakcje i animacje dla dzieci codziennie zapewnione; dla singli, par – strefa ciszy, czyli dzieci nie mają tam dostępu; a także dla seniorów – mało męczący sposób przemieszczania się, dający możliwość zwiedzania wielu ciekawych miejsc.
I jeśli obawiacie się „bujania”, to spokojnie – statki są tak duże, że po prostu kołysanie jest nieodczuwalne 🙂

Jak dostać się do portu wypłynięcia?
Sposobów jest wiele. Po 1. można dojechać własnym samochodem (parkingi przy terminalach morskich jest mnóstwo); po 2. można dolecieć samolotem (transfer lotnisko – port również załatwiamy, a poza tym to w miastach ze znaczącymi portami morskimi kursuje komunikacja publiczna pomiędzy lotniskiem a portem); a po 3. wiele ofert rejsów ma już w pakiecie dojazd autokarem z Polski do portu wypłynięcia.

A już od dziś możliwość wyszukiwania i rezerwowania rejsów na naszej stronie podroze-poslubne.pl/rejsy/

Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z ofertą, a w przypadku wszelakich pytań służymy pomocą.





Czy warto się żenić, wychodzić za mąż?

Cóż, w dzisiejszych czasach odpowiedź na to pytanie dla wielu młodych ludzi nie jest wcale taka oczywista. Większość społeczeństw oraz religii nie akceptuje wpólnego mieszkania oraz współżycia bez małżeństwa. Co więcej, prawie każda z kultur na świecie wymaga od dorosłego człowieka znalezienia towarzysza życiowego i ustatkowania się. Małżeństwo może niektórym wydawać się przeżytkiem, jednak stanowi ono ważną część życia społecznego i milionom ludzi przyniosło ono różnorodne korzyści. Zanim dokonamy szybkiej analizy zysków i strat jakie możecie osiągnąć żeniąc się/wychodząc za mąż, warto pamiętać, iż doświadczenie wymienionych poniżej benefitów jest uwarunkowane wysoką jakością związku, a nie samym faktem bycia w związku małżeńskim.

Czy warto... czyli co możecie zyskać z trwania w sakramentalnym związku, gdy Wasze małżeństwo będzie w dobrej kondycji:

  1. Trwanie i wzmacnianie miłości, która Was łączy – skoro szczerze, głęboko kochasz swojego współmałżonka będziesz w stanie podjąć się wyzwań, które staną na Waszej wspólnej drodze, co zwrotnie wzmocni Waszą więź. Prawdziwa miłość jest warunkiem koniecznym do doświadczenia dobrodziejstw małżeństwa wymienionych w kolejnych punktach!

  2. Większą satysfakcję życiową – dzieląc życie z osobą, która dba o Wasze dobro doświadczacie większej ilości pozytywnych emocji oraz mniej nieprzyjemnych emocji i stresu, ponieważ jesteście wspierani przez współmałżonka. Satysfakcjonująca jest także myśl, że przetrwaliście różne życiowe burze, jesteście dalej ze sobą i w dodatku jeszcze silniejsi niż wcześniej. Jesteście bardziej zadowoleni ze swojego życia, bo myślicie o sobie lepiej (patrz niżej).

  3. Większą (adekwatniejszą) samoocenę – otrzymując wsparcie od Drugiej Połówki, czując się docenionym i kochanym podejmujesz więcej wyzwań, które często kończą się Twoim sukcesem, czyli w efekcie samozadowoleniem oraz wzrostem poczucia własnej wartości i większą pewnością siebie.

  4. Lepsze zdrowie fizyczne i psychiczne – małżonkowie żyją dłużej i rzadziej zapadają na choroby wieńcowe (dotyczy to zwłaszcza mężczyzn), obserwuje się u nich także mniej objawów depresji i rzadziej popadają w nałogi.

  5. Korzyści finansowe – żonaci mężczyźni zarabiają więcej pieniędzy niż samotni z podobnym wykształceniem i doświadczeniem zawodowym.

  6. Ochronę przed życiowymi trudnościami - dzięki wsparciu i przyjaźni ze strony współmałżonka.

  7. Szczęśliwe rodzicielstwo – małżeństwo jest najbardziej stabilnym i odpowiednim środowiskiem do wychowywania szczęśliwych, niezależnych, samowystarczających dzieci.

  8. Zminimalizowanie szans doświadczenia ogromnych strat emocjonalnych, zdrowotnych i finansowych związanych z rozwodem.

Co możecie tracić tworząc zdrowe małżeństwo?
Trudno wskazać jakie straty moglibyście ponieść z tego tytułu. Może oprócz tej jednej: żonaci mężczyźni (w porównaniu do samotnych) mają 25% więcej szans na bycie otyłym 😉

Dzieląc życie z osobą, która Was kocha, wspiera, szanuje, akceptuje, dopinguje do realizacji celów i marzeń nie unikniecie wszystkich trudności życiowych, jednak będziecie w stanie szybciej oraz konstruktywnie je przezwyciężyć. Satysfakcjonujący związek polega na dobrym poznaniu siebie, umiejętności właściwego odpowiadania na potrzeby i pragnienia współmałżonka, właściwej komunikacji między Wami oraz umiętności radzenia sobie z konfliktami. Jak doszkolić się w tych kwestiach? Zostańcie z nami, odpowiedzi znajdziecie w kolejnych wpisach!

Autor
Agnieszka Michalak





Egzotyczna PODRÓŻ POŚLUBNA – jak się przygotować, aby być w raju?

Malediwy, Seszele, Hawaje, Tajlandia, Karaiby, Margarita, Wyspy Zielonego Przylądka, Mauritius, Kenia, Sri Lanka..... itd., itd.; wymieniać można by bez końca.

Kierunki egzotyczne to bardzo popularny trend wśród nowożeńców, bo przecież PODRÓŻ POŚLUBNA musi być z „efektem WOW”, musi zrobić wrażenie na wszystkich wokoło, komu tylko będziemy się chwalić naszą wyprawą, ale przede wszystkim musi zrobić wrażenie na samej Młodej Parze. Najczęściej synonimem PODRÓŻY POŚLUBNEJ jest piękna plaża z bielutkim piaskiem, turkusowe morze, błękitne niebo, egzotyczne drinki i my – wtopieni w tej krajobraz, najlepiej na prywatnej plaży 🙂
W zasadzie wszystkie kierunki egzotyczne spełniają te kryteria. Ponadto oferują doskonałą bazę noclegową – hotele na najwyższym poziomie, dostosowane do wymagań nowożeńców, z doskonałym jedzeniem i przesympatyczną obsługą.
Najczęściej myślimy, że wyjazd w egzotyczne miejsce = gwarancja pogody. Niestety tak nie jest. Trzeba pamiętać, że wiele z tych miejsc jest na drugiej półkuli – czyli jeśli u nas mamy lato, to tam jest zima. Jasne, że marna szansa, aby na Margaricie czy Sri Lance padał śnieg, ale nasze lato to tam pora monsunowa – czyli deszcz i wiatr, więc do romantycznego wylegiwania się na plaży, chyba niekoniecznie sprzyjające warunki. Podobnie ma się sytuacja w Tajlandii czy na Malediwach -wiem, wiele źródeł podaje Malediwy jako kierunek całoroczny, ale ja uważam, że niekoniecznie jest tam latem fajnie.
Gdy wybieramy Karaiby, warto pamiętać, że w trakcie naszego lata jest tam pora deszczowa, a temperatura nadal bardzo wysoka, przez co wilgotność powietrza staje się dla Europejczyków wręcz nieznośna. Z kolei wrzesień – listopad to pora huraganów, które też nie sprzyjają wakacjom – zatem na Karaiby najlepiej wybrać się od grudnia do kwietnia. Może nie są wtedy najdłuższe dni, ale na romantyczne spacery pogoda zdecydowanie będzie lepsza.
Z kolei do Kenii najlepiej udać się od stycznia do marca – wtedy jest najcieplej, jest najdłuższy dzień i jest sucho, więc to doskonały termin zarówno na relaks na plaży, jak i na safari.
Pozostałe egzotyczne kierunki, czyli Hawaje, Seszele, Mauritius czy Wyspy Zielonego Przylądka to praktycznie miejsca dobre na wypoczynek przez cały rok. Na Seszelach i Mauritiusie jedynie od grudnia do marca trwa pora deszczowa, ale nie jest ona zbyt uciążliwa, bo nie leje non stop, ale trzeba się liczyć z większą ilością deszczu niż w innych terminach.
Jest jeszcze jedna, a nawet dwie, istotne kwestie przy planowaniu takiej podróży.
Po pierwsze warto zadbać o dobre ubezpieczenie turystyczne – najczęściej jest ono już zawarte w pakiecie wycieczki, ale zawsze warto dopytać swojego doradcę na jakie kwoty opiewa ubezpieczenie i od jakich ryzyk nas chroni. Można też z doradcą skonsultować, czy ta kwota ubezpieczenia jest jego zdaniem wystarczająca i czy nie wypadałoby jej rozszerzyć.
Takie egzotyczne kierunki, to miejsca odległe od Polski i Europy, przez co różnią się kulturą i środowiskiem w każdym aspekcie tych pojęć. Nigdy nie wiemy jak zniesiemy zmianę klimatu czy zupełnie obcą nam florę bakteryjną. Albo nawet jak zareagujemy na długi lot samolotem i zmianę czasu. Może się okazać, że z powodu błahostki, wymagamy wizyty u lekarza. I dobrze wtedy mieć pewność, że trafimy do dobrej placówki medycznej, albo nie zapłacimy horrendalnego rachunku za konsultację medyczną – np. w USA (Hawaje), gdzie służba zdrowia jest na wysokim poziomie, ale też się bardzo ceni.
I przy okazji jeszcze odmiennej flory bakteryjnej, to nie zapominajmy, że klimat tropikalny sprzyja rozwojowi chorób, na które jako mieszkańcy Starego Kontynentu, w ogóle nie jesteśmy odporni – dlatego warto przed takim wyjazdem przeanalizować ofertę zalecanych szczepień dla osób podróżujących do danego kraju i z niej skorzystać – aby faktycznie mieć rajskie wakacje. Dlatego, moja rada, aby przy wyprawie w egzotyczne zakątki, poza wyborem wspaniałego hotelu, pomyśleć o wszystkich aspektach takiego wypoczynku i się odpowiednio do niego przygotować. Niech nic nie zepsuje Waszych wakacji w raju, ani wspomnień z takiego wyjazdu!!!




Podróż poślubna? - Po co? Na co? I dlaczego?

Przygotowania do Najważniejszego Dnia Waszego Życia w toku: termin w USC lub w kościele zaklepany od dawna, zamówiony lokal na wesele, menu dopięte na ostatni guzik, fotograf i kamerzysta umówieni, z kwiaciarnią wszystko dograne, suknia i garnitur już czekają w szafie, złotnik wykonuje ostatnie szlify na Waszych obrączkach, wizażystka i fryzjerka też już potwierdzone, goście zaproszeni, Pierwszy Taniec opanowany do perfekcji...., więc chyba można już wódkę na wesele chłodzić i czekać na Wielki Dzień, bo wszystko załatwione.
Hmmm......, czy na pewno? No tak, ale patrząc na te listę to sporo tych przygotowań, czasu, nerwów, stresów, godzenia ze sobą pomysłów mamy, babci, teściowej, siostry.... I co tyle tego wszystkiego na jeden dzień zabawy i radości? I potem co? Od razu szara rzeczywistość? A jakby tak móc na spokojnie, z dala od kochanej rodzinki nacieszyć się sobą? Swoim mężem/ żoną? Sam na sam, w spokoju, już bez tego całego zamieszania i tez zwyczajnie po tym całym zamieszaniu odpocząć? Brzmi bardzo kusząco, prawda?
Tak! Oczywiście, że warto, a nawet trzeba! Przecież lista przygotowań była tak długa, że dopisanie do niej jeszcze jednej pozycji – PODRÓŻY POŚLUBNEJ, to żaden problem, a fundusze się znajdą, przy tej ogromnej ilości weselnych wydatków to „kropelka w morzu”. A jakże cudownie będzie się zrelaksować w pięknych okolicznościach przyrody, w ramionach ukochanej osoby, tak spokojnie i miło zacząć wspólną drogę. Spędzić ze sobą czas, leniwie pospacerować po plaży, powłóczyć się po wąskich uliczkach, wspólnie podziwiać słońce zachodzące za górami....
To dokąd pojedziecie i na jak długo, zależy tylko i wyłącznie od tego, ile czasu możecie na taką podróż przeznaczyć i dokąd chcielibyście dotrzeć. Nie macie pomysłu na kierunek takiej podróży? Boicie się, że w ogromie przedślubnych przygotowań nie znajdziecie czasu na organizację jeszcze takiego wyjazdu? I będzie to po prostu dla Was „kolejny problem”? Nic prostszego! Można na „chybił – trafił” jeździć palcem po mapie lub kręcić globusem, i obrać za cel podróży miejsce, gdzie zatrzyma się nasz palec 😉
To wersja bardziej szalona. Dla osób mocniej stąpających po ziemi polecamy usługi wyspecjalizowanego biura podróży, gdzie Wasz doradca, przygotuje wyselekcjonowane dla Was propozycje takich wyjazdów. A Wy tylko podejmiecie decyzję, którą ofertę wybieracie. Proste, prawda? Przecież przy organizacji całego wesela zdajecie się na pomoc różnych doradców, więc warto i tutaj skorzystać z usług profesjonalistów.
Obawiacie się kosztów takiej podróży? Na to też mamy sposób! Można poprosić gości, aby taka podróż była dla Was prezentem ślubnym. O wiele milej będzie po latach przy lampce wina przy kominku pooglądać zdjęcia z PODRÓŻY POŚLUBNEJ, niż przez lata upychać po szafkach 3 roboty kuchenne, 5 żelazek, 30 kompletów ręczników i 200 szklanek.




Witajcie!

Nadeszła w końcu ta historyczna chwila – 2 miesiące po uruchomieniu portalu Podróże-Poślubne.pl, rusza blog o podróżach poślubnych.
Żaby w basenie
Chcemy, abyście w tym miejscu mogli znaleźć przede wszystkim inspiracje i motywacje na Wasze podróże – te małe i te duże. Oczywiście przede wszystkim na podróże poślubne, lecz nie tylko na „miodowe miesiące”, ale wszelakie inne podróże we dwoje i całymi rodzinami. Przecież każda podróż odbyta wspólnie po ślubie, jest podróżą poślubną 🙂
Żaby z walizkami
i każda powinna być jedyną w swoim rodzaju, cudowną i taką, jaką sobie wymarzycie! Będziemy też Wam podpowiadać w jakich miejscach można zacząć „wspólną przygodę” i poprosić swą wybrankę o rękę,
Oświadczyny żaby
gdzie warto spędzać kolejne ważne dla Was rocznice, a także jakim wspaniałym prezentem może być podróż. Nieważne, czy ta najbardziej egzotyczna, w odległe zakątki świata, czy ta kilka kilometrów od domu, ale w jakże urokliwe miejsca. Kto wie, może przez przypadek, pomożemy Wam odkryć, jakie cudne miejsca kryją się w Waszym sąsiedztwie?
Żaby na łóżku
A nasza wspaniała Pani psycholog będzie się z Wami dzielić swoimi radami: dlaczego warto wyjeżdżać we dwoje, jak się do takiego wyjazdu przygotować, a także jak żyć ze sobą w zgodzie na co dzień, dlaczego warto pracować nad naszymi wzajemnymi relacjami i wiele, wiele innych..... Zapraszamy do lektury i czekamy także na Wasze sugestie, o czym mamy dla Was napisać!
Żaba robi zdjęcie
Żaba robi zdjęcie